28 grudnia 2025

Dolina Śmierci - Słowacja

Na łagodnych wzgórzach Beskidu Niskiego, w okolicach słowackiego Svidníka, rozciąga się Dolina Śmierci (słow. Údolie smrti). To miejsce, które dziś przyciąga turystów, jeszcze 80 lat temu było areną jednej z najbardziej krwawych bitew II wojny światowej – operacji karpacko-dukielskiej. Spacerując wśród pól, gdzie stoją czołgi T-34, będąc pod pomnikiem bitwy w Svidniku, trudno nie poczuć ciężaru historii. Pamiętam, jak jeszcze będąc dzieckiem słyszałem opowieści o tym miejscu i o czołgach stojących na polach. 


Operacja dukielsko-preszowska rozpoczęła się 8 września 1944 roku i trwała niemal trzy miesiące. Jej celem było wsparcie słowackiego powstania narodowego i przełamanie niemieckiej obrony w Karpatach. Przełęcz Dukielska była strategiczną bramą między Polską a Słowacją – najkrótszą drogą dla Armii Czerwonej w kierunku Bańskiej Bystrzycy, gdzie trwało powstanie. Do tego ewentualne przełamanie obrony niemieckiej mogło otworzyć drogę na Budapeszt. Walki toczyły się w trudnym, górzystym terenie, w warunkach jesiennej pogody. Niemcy stworzyli tu „Karpatenfestung” – system umocnień, który skutecznie spowalniał radzieckie natarcie. W bitwie brało udział ponad 250 tys. żołnierzy obu stron, tysiące dział i setki czołgów.



Nazwa „Dolina Śmierci” nie jest przesadzona. W październiku 1944 roku w dolinie potoku Kapišovka rozegrała się jedna z najcięższych bitew pancernych w górach – druga co do wielkości w Europie. Zginęło tu tysiące żołnierzy, a krajobraz przez lata był usiany wrakami czołgów. Dziś odrestaurowane T-34 stoją w polach, ustawione w kierunku dawnego natarcia Armii Czerwonej, tworząc unikalny skansen pod gołym niebem.




Główny pomnik bitwy w Kapišovce to artystyczna wizja, dramatyczna scena, w której radziecki T-34/85 taranuje niemiecki PzKpfw IV. Co ciekawe, niemiecki pojazd jest jednym z 10 tego typu czołgów zachowanych na świecie. Pomnik jest zadbany, regularnie odnawiane jest malowanie obu pojazdów - na archiwalnych zdjęciach niemiecki pojazd jest w kolorze "Panzer Grau", który totalnie nie pasował do czasu walk - ten standard malowania obowiązywał do połowy 1943 r. Obecne malowanie jest bliższe rzeczywistości, choć nadal można mieć pewne wątpliwości co do odcieni użytych kolorów. 





Przebieg walk:
  • 8 września 1944 – rozpoczęcie ofensywy. Po zmasowanym ostrzale artyleryjskim ruszyły oddziały Armii Czerwonej. Plan zakładał szybkie przełamanie frontu i wkroczenie na Słowację w ciągu 5 dni. Rzeczywistość okazała się brutalna – walki trwały prawie trzy miesiące.
  • 11 września – po ciężkich bojach zdobyto szosę Dukla–Żmigród.
  • 19 września – krwawe starcia o wzgórze Franków, które kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk.
  • 20 września – zdobycie Dukli.
  • Koniec września – październik – bitwa o przełęcz Dukielską i dolinę Iwielki, gdzie rozegrała się jedna z największych górskich bitew pancernych w Europie. To właśnie tu powstała nazwa „Dolina Śmierci”.
  • 6 października – pierwsze oddziały radzieckie przedostały się na Słowację, ale powstanie słowackie było już w fazie upadku.


Bitwa dukielska była jedną z najkrwawszych operacji II wojny światowej na ziemiach polskich:

  • Armia Czerwona: ok. 123–130 tys. zabitych, rannych i zaginionych, w tym 26–52 tys. poległych.
  • Czechosłowacki Korpus: ok. 6500 strat, w tym ponad 1600 zabitych.
  • Niemcy i Węgrzy: ok. 70 tys. strat. Łącznie w walkach zginęło lub zostało rannych blisko 200 tys. żołnierzy. Zniszczono setki czołgów i dział, a krajobraz przez lata był pełen wraków. Żołnierze nazywali przełęcz „maszynką do mielenia mięsa” – obrazowo oddając skalę tragedii.



Już od samego Barwinka, od przejścia granicznego towarzyszą nam różnego pamiątki operacji dukielsko- preszowskiej. Do stoją działa, to koło drogi stoi Li-2 (radziecki samolot transportowy, kopia amerykańskiego DC-3, tzw. Dakoty). We właściwej Dolinie Śmierci co chwilę spotykamy poustawiane na polach czołgi T-34/85, wszystkie w kierunku ataku Armii Czerwonej. Stoją one na betonowych cokołach, praktycznie niewidocznych, jeśli się do samego czołgu nie podejdzie. Regularnie też spotykamy tablice pamiątkowe, takie jak ta na zdjęciu poniżej, a także tablice informacyjne po słowacku i po angielsku. 



Do poczytania!

20 grudnia 2025

Na tatarskim szlaku - Bohoniki

Poszukując ciekawych szlaków turystycznych, w województwie podlaskim możemy znaleźć pieszy szlak oznaczony kolorem zielonym, który nosi nazwę Wielki Szlak Tatarski. Zaczyna się w Sokółce, usytułowany jest wśród Wzgórz Sokólskich oraz fragmentu Puszczy Knyszyńskiej. Wiedzie przez dawne folwarki należące do Tatarów. 
A skąd Tatarzy na tych ziemiach? W skrócie - otrzymali je jako nagroda od króla Jana III Sobieskiego. Za co - o tym już pisałem w tekście o Kruszynianach. 
Jedną z miejscowości na tym szlaku są Bohoniki, w których znajduje się drugi, po Kruszynianach meczet w Polsce. 


Meczet został zbudowany w II połowie XIX wieku, najprawdopodobniej w 1873 r. - taką datę odnaleziono na futrynie drzwi wejściowych. Powstał po tym, jak spłonęła wcześniejsza świątynia, zlokalizowana niedaleko mizaru - muzułmańskiego cmentarza. 


Jest unikatowym przykładem drewnianego budownictwa islamskiego w naszym kraju (meczet w Kruszynianach bardziej przypomina kościół). Podczas II wojny budynek został zdewastowany przez Niemców, którzy urządzili w nim szpital polowy. Dodatkowo uległ uszkodzeniu po wybuchu pocisku. Po wojnie obiekt kilkakrotnie był remontowany, próbowano nawet go rozbudować, ale nie zgodził się na to konserwator zabytków. W 2003 r. przeprowadzono remont dachu, wymieniając go z blaszanego na gontowy. W 2005 r. odbył się remont generalny, by w 2012 r. meczet został uznany za pomnik historii.


Meczet zbudowano na planie prostokąta w konstrukcji zrębowej. Ściany są oszalowane poziomymi deskami wewnątrz i na zewnątrz. Wnętrze podzielone jest zgodnie z zasadami islamu - większa część dla mężczyzn, powiększona jest o galerię wspartą na dwóch słupach. Mniejsza z nich - dla kobiet oddzielona jest drewnianym przepierzeniem z wąską szczeliną osłoniętą tkaniną. Do obu części wchodzi się ze wspólnego przedsionka, gdzie należy zostawić buty. 
Najważniejszym punktem meczetu jest znajdująca się w leżącej na południowy wschód mihrab - wnęka pokazująca kierunek do Mekki oraz minbar, czyli kazalnica, używana w czasie piątkowych modlitw. Podłogi są wyłożone dywanami a na ścianach znajdują się oprócz arabesek (zdobień z motywem pnącej się winorośli) muhiry - ozdobnie wyszywane cytaty z Koranu. 


Meczet nie ma minaretu, a jedynie wieżyczkę na rzucie sześcioboku z cebulowatą kopułą pokrytą blachą miedzianą ze szpicem z trzema kulami i półksiężycem. W każdej ze ścian wieżyczki umieszczone są sześciokwaterowe z nadokiennikami w kształcie półksiężyca. Cała budowla nakryta jest czterospadowym dachem namiotowym. Do remontu generalnego ściany były pomalowane na kolor zielony (kolor islamu), obecnie są w kolorze naturalnego drewna. 


Do poczytania!

14 grudnia 2025

Mało co zostało - Wołosate

Jak kiedyś będziesz sprawdzać, jakie są miejscowości najbardziej wysunięte w różne strony Polski, to natrafisz na Wołosate - to najdalej na południe wysunięta zamieszkana wieś. Przy czym zamieszkana... Według danych z 2020 r. mieszka tu 45 osób. A był taki czas, że mieszkało tu aż 1000 osób więcej!  


Początki osady sięgają 1557 r., nazywa się wówczas Wołoschatka, założona jest w dobrach królewskich. Nazwa pochodzi najprawdopodobniej od słowa wołochatyj - kudłaty, włochaty. Taką nazwę nosi strumień, przepływający przez wieś - pewnie od tego, że był tak zarośnięty trawami. W 1566 r. o wsi zapisano, że jej założyciel, kniaź Tymko Kobrzynowicz osadził w niej dwóch furtatów - czyli złodziei. (czyżby za karę?) Wieś przez kolejne wieki znana była jako skupisko beskidników, trudniących się rozbojami i napadami. Sprzyjało temu położenie niedaleko od przełęczy i traktu na Węgry. Z tego samego powodu wieś była napadana przez tołhajów, grabiących dobra mieszkańców. W 1711 r. wieś spalili Szwedzi Magnusa Steinbocka, w 1849 r. huzarzy węgierscy napadli na wieś uprowadzając bydło i 10 mieszkańców.


W czasie I wojny, w latach 1914-15 w okolicach toczyły się walki pozycyjne, przynosząc zniszczenia tej dużej wsi - w 1913 r. mieszkało tu 1040 osób. W czasie spisu powszechnego z 1921 r. we wsi mieszkało 819 osób, w tym 795 grekokatolików i 24 żydów. W sumie 450 osób podało narodowość polską. Pod względem etnicznym trzeba wspomnieć, że była to ludność Bojkowska. Od początku XX wieku próbowano kształtować świadomość polityczno- społeczną. W 1904 r. ustrzycki paroch, Mychaiło Skrocki założył czytelnię im. M. Kaczkowskiego, popularyzując idee starorusińskie. W 1914 r., za ks. K. Fediwa istniała czytelnia "Prośwyty", co z kolei miało służyć budzeniu ukraińskiej świadomości narodowej.  



Parocha w Wołosatym wspomina się po raz pierwszy w 1676 r., więc musiała już tu istnieć parafia. Przetrwała ona do początki XIX wieku, gdy przeniesiono parafię do Ustrzyk Górnych, jednak proboszcz mieszkał w Wołosatym aż do połowy XX wieku. 



Ostatnią cerkiew filialną wzniesiono w 1837 r. pod wezwaniem św. Dymitra. Była to budowla drewniana, trójdzielna, w stylu bojkowskim, gdzie każda z części nakryta była charakterystycznymi kopułami brogowymi (kopuły na planie kwadratu, przypominające namiot). Wokół niej znajdował się cmentarz, z którego najlepiej zachowanym śladem jest nagrobek Olgi Marii Skorockiej - rocznej córki proboszcza ustrzyckiego. Na zdjęciach to ten otoczony płotkiem. 
W czasie II wojny Wołosate znalazło się pod okupacją niemiecką. Co ciekawe, miejscowi nie chcieli przyjmować kennkart ukraińskich, mimo tego, że byłoby to dla nich finansowo korzystniejsze. Pod koniec wojny często pojawiały się we wsi odziały UPA - sprzyjała temu naturalna izolacja wsi. 


Koniec świata w Wołosatym nastąpił w maju 1946 r. Wtedy większość rodzin Bojkowskich wywieziono do ZSRR w okolice Stryja. Kilka pozostałych rodzin wysiedlono najpierw do pobliskich Ustrzyk Górnych, by rok później, w ramach "Akcji Wisła" wraz z tamtymi mieszkańcami zostać przesiedlonym w okolice Szczecinka. Mniej więcej w tym czasie spalono Wołosate - domy i cerkiew. 


Życie w dolinę Wołosatego zaczęło wracać końcem lat 60, gdy powstała farma hodowlana z małą osadą pracowniczą. W latach 1977-81 wieś nazywała się Roztoka. Wtedy też fermę objął Igloopol, na zlecenie której wojsko zaczęło "rekultywację terenu" za pomocą materiałów wybuchowych. Po upadku firmy, w 1991 r. tereny te przejął Bieszczadzki Park Narodowy, zakładając zachowawczą hodowlę konia huculskiego, oferującą naukę jazdy konnej a także rekreacyjne wycieczki konne oraz bryczkami. 


Dziś Wołosate jest dobrym punktem wypadowym do BPN - można stąd wyjść na większość szczytów Bieszczadzkich, w tym na Tarnicę. Punkt kasowy jest tuż przy cerkwisku, czyli miejscu po cerkwi. Tu też zaczyna się (albo kończy) Główny Szlak Beskidzki. W miejscu gdzie stała świątynia ustrzycka parafia postawiła wiatę, pod którą w sezonie letnim w niedzielę odprawiane są Msze Święte. 



Do poczytania!

09 grudnia 2025

Kopiec jedności ziem Królestwa Polskiego - Horodło

O Boże, osy! Tak, mimo tego, że minęło kilka lat od mojej wizyty w tym miejscu, to osy pamiętam najlepiej. Wędrując po wschodnim pograniczu Polski nad Bugiem, zobaczyłem znajomą nazwę wsi. Gdzieś tam, w otchłaniach pamięci przypomniało mi się, że w 1413 r. właśnie w Horodle została zawarta kolejna, 3 unia Polsko Litewska. Po unii w Krewie, która tworzyła właściwie unię personalną Polski i Litwy i pozwalała na objęcie tronu przez Władysława Jagiełłę, po unii wileńsko- radomskiej, porządkującej władzę Witolda jako Wielkiego Księcia, zawarto kolejną unię, gdzie przede wszystkim doszło do adopcji bojarskich rodów litewskich pod herby szlachty polskiej. Co prawda nie wszystkie rody, bo w sumie 47 wybranych przez Witolda. 


W głównym tekście unii możemy przeczytać:

"Dla tego my Władysław z łaski Bożej król polski i ziem krakowskiej, sandomirskiej, sieradzkiej, lanczyckiej, kujawskiej, litewskiej nawyższe książę, pomorski, ruski pan i dziedzic i Aleksander rzeczony Witold wielkie książę litewskie i ziem ruskich pan i dziedzic, oznajmujemy przez niniejszy list, którym to wiedzieć przynależy wszystkim teraz i potym będącym, którzy tego wiadomość będą mieć, iż ziemie litewskie i ich obywatele poddani państwu naszemu (którym częstokroć rękę szczodrobliwości naszej rozciągamy i o pożytki ich starając się mieliśmy o tym pieczą, jakobyśmy za częstym staraniem stan i zawołanie ich uczynili zacniejsze), chcąc tedy je z wielkiem pożądaniem w nabożeństwie przyjętej wiary na potomne czasy utwierdzić i ugruntować, aby je nawyższy Pan, za którego łaską a staraniem naszym wzięli oświecenie wiary ku chwale i czci imienia swego i tejże wiary powszechnej oświeceniu, pomazaniem łaski swej utwierdził, iż gdyśmy ich częstokroć dary szczodrobliwości naszej pocieszyli, tedy też, jako nabarziej być może, chcemy je duchownemi dary zachować i przez dobre sprawy i prace zatrzymać. Którzy aby w stałości wiary tym lepiej się ćwiczyli, iżeby z cnoty w cnotę postępowali, jarzmo niewolej, w której do tego czasu byli zamotani i związani, z szyje ich składając i rozwięzując, z wrodzonej nam szczodrobliwości i łaski jem wolności, swobody, łaski, exempcje i przywileje, które zwykły być dawane ludziom powszechnej wiary, wedle zamknienia w sobie niniejszego przywileju dajemy i użyczamy."


Unia ta ściślej związała obydwa kraje, stając się kolejnym krokiem prowadzącym do Unii Lubelskiej i powstania Rzeczpospolitej Obojga Narodów w 1569 r. 


Przenieśmy się do 10 października 1861 r. W Horodle gromadzi się 10 tysięczna rzesza ludności różnych stanów i wyznań, przybyłych z różnych terenów dawnej Rzeczpospolitej, by uczcić 448 r. Unii. Uroczystości poprzedziła odezwa "Do Braci Polaków, Rusinów i Litwinów", autorstwa Apollona Korzeniowskiego, kolportowana wśród duchowieństwa różnych wyznań, towarzystw naukowych i literackich, różnych spółek i korporacji, także tych żydowskich, wśród dziennikarzy i ziemian. Frekwencja przerosła wszelkie oczekiwania. Obok siebie szli ziemianie, mieszczanie i chłopi, katolicy, unici i żydzi. Razem śpiewano pieśni patriotyczne, razem się modlono. 
Ludność zza Bugu nie została przepuszczona przez przeprawę, w Uściługu wysłuchali nabożeństwa i spisali protest. Idący od zachodu nie zostali wpuszczeni do samego miasteczka, więc rozłożyli się na polach pod miastem, gdzie mało miejsce wielkie zbratanie narodowe. Na jego zakończenie powstał kopiec, na szczycie którego postawiono drewniany krzyż. Była to największa, ale też ostatnia manifestacja przed wybuchem powstania styczniowego - 4 dni po niej wprowadzono na terenie Królestwa Polskiego stan wojenny.


Władze rosyjskie, przerażone wydarzeniami wkrótce kopiec nakazały zniszczyć. Po odzyskaniu niepodległości, już w 1924 r. kopiec odbudowano i podwyższono do 11 metrów i ustawiono metalowy krzyż. Ma on kształt ściętego pnia, z którego wyrasta nowy pień - krzyż. W ten sposób nawiązuje do odrodzenia się Polski po 123 latach zaborów. 


A o co chodzi z osami? Dojechałem w tamto miejsce w letni, duszny i upalny dzień. Ledwo dotarłem pod kopiec, zaczęły mnie atakować osy. Nawet nie dało się wyjść na szczyt. Prawdopodobnie miały swoje gniazda w ziemi w kopcu. Gdy schowałem się w samochodzie, atakowały z impetem, wydawało się, że ktoś rzuca do mnie kamieniami! Na szczęście większych strat nie było, udało się im uciec. 

06 grudnia 2025

Kościół czy Cerkiew? - Krzeczowice

Jak się wędruje po Podgórzu Rzeszowskim, to widać burzliwe losy tych wsi. Szczególnie to widać po świątyniach, które potrafiły przechodzić z rąk do rąk. To były kościołami, to cerkwiami. Wszystko zależało od tego, kto rządził i co chciał osiągnąć dzieleniem ludzi. Bo trzeba pamiętać o tym, że bardzo często ludzie, którzy żyją ze sobą w jednej wsi, często drzwi w drzwi chcą żyć w zgodzie. I żyją, do momentu, gdy nie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał dzielić, kłócić, by w ten sposób osiągnąć swój cel. Divide et impera - dziel i rządź. Bo ludzie podzieleni nie postawią się przeciwnikowi. 
Przykładem takiego dzielenia było chociażby odbieranie przez władze austriackie katolikom kościołów i przekazywanie na cerkwie grekokatolikom. Chodziło o nastawianie Lachów (Polaków) na Rusinów (Ukraińców). Skłócenie tych dwóch nacji pozwalało na wygodne rządzenie nimi. 



Krzeczowice to wieś znajdująca się na południe od Przeworska, 5 kilometrów na wschód od Kańczugi. Najstarsze informacje o wsi pochodzą z 1515 r. Jej nazwa pochodzi od nazwiska pierwszego osadzcy, Krzeszcza. 


W 1904 r. we wsi została otwarta stacja kolejowa na linii wąskotorowej Przeworsk- Dynów. W 1922 r. ówczesny właściciel, Władysław Józef Fedorowicz w swoim testamencie przekazał wieś Polskiej Akademii Umiejętności, z zastrzeżeniem, że dochody z folwarku mają być przeznaczone na fundację stypendiów dla katolickiej młodzieży pochodzącej z Małopolski, o nienagannej opinii moralnej, a kształcącej się w zawodach związanych z rolnictwem i leśnictwem. 


W powstałym w ten sposób majątku uprawiano buraki cukrowe, pszenicę, rzepak, hodowano świnie, krowy a także karakuły na futra. Panowały bardzo ciężkie warunki pracy, co doprowadziło do wybuchu w czerwcu 1936 r. buntu pracowników, którzy zastrajkowali żądając lepszych płac i ludzkiego traktowania. Wezwana na miejsce policja 2 lipca 1936 r. otwarła ogień do protestujących, zabijając 9 osób, raniąc 27 kolejnych, aresztując 60 innych. Na pamiątkę poległych postawiono potem pomnik.


We wsi znajdował się drewniany dworek pochodzący z 1863 r., kryty gontem. W latach 80 XX wieku został rozebrany i przeniesiony do skansenu w Przeworsku, gdzie niewykończony znajduje się do dzisiaj. 



We wschodniej części wsi znajduje się drewniany kościół p.w. św. Andrzeja Boboli. Powstał w II połowie XVIII wieku, w 1770 r. jako świątynia rzymskokatolicka. Na przełomie wieków XVIII i XIX został w ramach reform józefińskich odebrany katolikom i zamieniony w cerkiew w której odprawiano nabożeństwa grekokatolickie. Otrzymała wtedy wezwanie św. Mikołaja.


Kończąca się II wojna przyniosła także do Krzeczowic zbrodnie i wysiedlenia. W marcu 1944 r. nieznana organizacja wojskowa zamordowała ówczesnego parocha Iliję Fedewicza. W kwietniu 1945 r. nieznani sprawcy zabili 4 mężczyzn z rodziny Kamińskich (pochodzenia ukraińskiego) - ojca i trzech synów. Po wysiedleniu miejscowej ludności grekokatolickiej w 1945 r. świątynia wróciła do swojej pierwotnej funkcji, którą pełniła do lat 70, gdy wybudowano nowy kościół. Obecnie pełni funkcję kaplicy pogrzebowej.


Świątynia jest orientowana, trójdzielna, konstrukcji zrębowej. Prezbiterium zamknięte wielobocznie. Nawa jest szersza, po jej bokach przybudówki tworzące wąskie nawy boczne, nakryte osobnymi dachami pulpitowymi. Dach nad prezbiterium i nawą jest jednokalenicowy, kryty w całości gontem. Wieża ma konstrukcję słupową z namiotowym, gontowym dachem. Wyposażenie wnętrza w większości przeniesiono do nowego kościoła. 



Za prezbiterium, od wschodu, stoi kamienna rzeźba Chrystusa Frasobliwego, która jednak w swojej formie bardziej przypomina przedstawienie "Goliata Frasobliwego".



Do poczytania!

02 grudnia 2025

Dziękczynienie za zwycięstwo - Hawłowice

Jak się człowiek włóczy po naszym pięknym i wspaniałym kraju, to trafia się w różne, ciekawe miejsca. Oczywiście, pomagają takie rzeczy jak "Szlak Architektury Drewnianej Województwa .. (tu wpisz województwo w którym jesteś)", różne przewodniki specjalistyczne i mapy. Czasami nawet zwykłe mapy Google - po prostu pojawia się interesująca pinezka, to się zmierza w jej stronę. Hawłowice, o których dzisiaj, to właśnie takie miejsce przy bocznej drodze, która prowadzi od Pruchnika do Przeworska. 


Wieś powstała pod koniec XIV wieku i otrzymała nazwę patronomiczną od imienia zasadźcy - Hawła (rusinska wersja imienia Gaweł). Pierwszymi właścicielami wsi byli Pruchniccy herbu Korczak. Przez kolejne lata miejscowość zmieniała właścicieli, aż trafiła w ręce Trzcińskich, którzy pozostawili po sobie dla potomnych cerkiew. Spośród innych właścicieli w historii zapisał się Eustachy Wolski, który na początku XX w. rozwijał Towarzystwo Gospodarcze z siedzibą we Lwowie, zaprzyjaźniony min. z Wojciechem Kossakiem gościł wielu znanych malarzy XX międzywojennego. Wieś była w posiadaniu Wolskich do 1944 r., gdy komuniści ich wygnali. 


W centralnej części wsi, przy głównej drodze stoi nieduża cerkiew, będąca wręcz podręcznikowym przykładem drewnianej architektury cerkiewnej w niewielkiej skali. Pierwsza wzmianka o cerkwi w Hawłowicach pochodzi z 1507 r. jednak nie wiemy, jak ona wyglądała. Nie znamy też daty erygowania parafii, która przed 1790 r. została włączona do parafii w Pruchniku. Obecnie istniejąca świątynia powstała około 1683 r. jako wotum dziękczynne za zwycięstwo pod Wiedniem, ufundowana przez Andrzeja Maksymiliana Trzcińskiego i poświęcona przez władykę przemyskiego Jana Małachowskiego. Pierwotny tytuł świątyni to Wniebowstąpienie Pańskie. 


Jest to budowla trójdzielna, orientowana, konstrukcji zrębowej, na planie krzyża łacińskiego, gdzie oryginalne części cerkwi wybudowane są na planie kwadratu. Prezbiterium zamknięte prosto, od północy dobudowana zakrystia. Do nawy z obu stron dobudowane są kryłosy - niewielkie pomieszczenia przeznaczone pierwotnie dla duchowieństwa i chóru kapłańskiego. Jest to rzadkość, będąca znakiem archaiczności budowli. Do babińca wtórnie dobudowano przedsionek. 


Babiniec, nawa i prezbiterium ściany zrębu mają tej samej wysokości, jednak nakryte są dachami kalenicowymi różnej wysokości, krytymi blachą. Nad nawą wieżyczka na sygnaturkę. Ściany świątyni od zewnątrz obite gontem, wewnątrz boazeria wzmacniana lisicami. Częściowo zachowała się ściana ikonostasu, z rzędem Deesis i Chrystusem Pantokatorem, fragmentem rzędu proroków, ikonami Matki Bożej z Dzieciątkiem i św. Józefa. Babiniec, nawa i prezbiterium kryte są pozornymi kolebami.


Świątynia od 1947 r. używana jako kościół filialny p.w. Przemienia Pańskiego dla parafii rzymskokatolickiej w Prudniku, zamknięta i nieużywana od czasu budowy nowej świątyni we wsi. Do 2009 r. w ołtarzu znajdował się obraz Matki Bożej Boreckiej pochodzący z 1720 r., obecnie w nowym kościele. 


Do poczytania!