13 kwietnia 2016

Ledwo żywa perła

Mam jakiś problem z systematycznością :) Trudno mi jakoś się zmobilizować do regularnego zamieszczania wpisów. Jak nie lenistwo, to kopa zajęć. I tak to wychodzi.
Ale dość użalania się nad sobą. Dziś wędrujemy na granicę polsko- ukraińską. Jak już dojedzie się do Krościenka, na ostatnim skrzyżowaniu przed granicą trzeba skręcić w lewo. Tym sposobem docieramy do wioski Liskowate. Tam, niedaleko od drogi, w kępie drzew stoi ledwo żywa perełka - dawna cerkiew greckokatolicka.
Dlaczego perła? Ponieważ jest to jedna z trzech zachowanych w Polsce cerkwi w stylu bojkowskim. Po wybudowaniu nowego kościoła, stała się zbędna i zaczęła całkowicie niszczeć. Dopiero niedawno rozpoczął się remont, niestety borykający się z klasycznym polskim problemem - skąd wziąć pieniądze. 
Wedle tradycji, cerkiew powstała w 1832 r. wzniesiona przez majstrów Iwana Raka z Łopuszanki i Wasyla Tomczaka z Lisówka. Naprzeciw tradycji stają specjaliści od historii sztuki - konstrukcja cerkwi jest zbyt archaiczna - tak budowano wiek wcześniej! 
Remontowano ją w 1929 r. - wykonano wtedy dach nad babińcem i galeryjkę w elewacji zachodniej. 
Po wysiedleniach ludności miejscowej cerkiew została opuszczona. W latach 50 emigranci z Grecji użytkowali ją jako magazyn, min wtedy podzielono ją na piętra, wstawiając strop. W 1960 budynek konserwowano i przeprowadzono częściową rekonstrukcję, Od 1974 r. pełniła funkcję filialnego kościoła parafii rzymskokatolickiej z Krościenka. 
Budowla orientowana, konstrukcji zrębowej, o węgłach na obłap z ostatkami (widać na zdjęciach - belki na zakładkę, kawałki belek wystają poza łączenie). 
Trzy kwadratowe człony wyraźnie wyodrębniają się w bryle świątyni. Przy prezbiterium dwie prostokątne zakrystie. Nawa jest szersza, przy babińcu od zachodu prostokątny przedsionek. 
Nad babińcem znajduje się osobne pomieszczenie, będące dawniej odrębną kaplicą p.w. św. Dymitra. Fakt istnienia tej kaplicy jest kolejnym dowodem na unikalność tej cerkwi. Tego typu kaplice są unikatem w budownictwie cerkiewnym w Polsce. Wokół kaplicy znajdowała się galeryjka, ale zostały po niej tylko wysunięte belki zrębu oraz jedna belka poprzeczna. 
Od południa do cerkwi wiodą drzwi z XIX wiecznymi okuciami i zamkiem. Na nadprożu wyryta data 1832 i nazwisko Gierej Nikołaj Liskowackij (ówczesny proboszcz greckokatolicki w Liskowatem). 

Dachy opisywanej cerkwi pokryte są gontem, łamane: nad prezbiterium dwuspadowy z dużym okapem, nad nawą i babińcem namiotowe. Wokół cerkwi daszek okapowy, wsparty na belkach zrębu, kryty gontem, bardzo zniszczony. 
Wyposażenie cerkwi nie zachowało się. Na plac świątynny prowadzi murowana dzwonnica - brama. 
Cieszy, że cerkiew doczekała remontu, bo na zdjęciach, które można znaleźć w necie, wyglądała już strasznie. Ciekaw jestem tylko, jak długo remont potrwa do czego cerkiew będzie wykorzystana po jego zakończeniu. 
Pozdrawiam, :)

10 marca 2016

Żołnierz wyklęty

Ponieważ żyli prawem wilka,
historia o nich głucho milczy.

Chyba wszyscy wiemy, kim byli żołnierze wyklęci. Gdy cała Europa świętowała koniec wojny, w Polsce wojna trwała na całego. Żołnierze Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i wielu innych formacji kontynuowało walkę o wolną i niepodległą Rzeczpospolitą. Chcieli wyrwać Polskę ze szponów Stalina. Można powiedzieć, że podjęli walkę beznadziejną.
Jedną z tych osób był Antoni Żubryd. 
Major (albo kapitan) Antoni Żubryd - ur. w 1918 r w Sanoku. Podoficer w czasie walk wrześniowych, walczył w obronie Warszawy. Prowadził szkolenia, działając w Związku Walki Zbrojnej. Co ciekawe - w latach 1940-41 współpracował z NKWD dostarczając informacje wywiadowcze n.t. budów niemieckich. Po 1941r. ukrywał się, aresztowany przez Niemców uciekł tuż przed rozstrzelaniem. Po 1944 podjął służbę w UB, prawdopodobnie jako podwójny agent. Początkiem czerwca 1945 poszedł "do lasu" zabierając ze sobą uwięzionych członków AK. Stworzył Samodzielny Batalion Operacyjny "Zuch", włączony do NSZ. Zwalczał komunistów, ale przede wszystkim ochraniał ludność przed napadami UPA. W najlepszych czasach oddział liczył do 300 żołnierzy, wykonał w sumie ponad 200 akcji zbrojnych. W beznadziejnej sytuacji jaka się wykształciła w pewnym momencie zdecydował się przedostać wraz z żoną Janiną (w 8 miesiącu ciąży) do Austrii. Jego 5 letni syn Janusz był uwięziony w Sanoku wraz z babcią i ciotką, za współpracę z "bandą Żubryda", więc nie dało się go zabrać. Wieczorem 24 X 1946r. znaleźli się w Malinówce. Towarzyszył im towarzysz broni - Jerzy Vaulin, będący wtyczką UB w oddziale. Gdy Antoni poszedł sprawdzać przejezdność drogi, zdrajca poszedł za nim i skrycie strzelił mu w tył głowy. Następnie zwabił żonę Żubryda i tak samo ją zabił. Ciała odkryte przez miejscowego gajowego zostały zabrane przez UB do Sanoka a następnie do Rzeszowa. Nie wiadomo, gdzie ich pochowano. 

W rocznicę zabójstwa, 24 X 1998r. w miejscu zbrodni odbyła się uroczystość odsłonięcia krzyża pamiątkowego Antoniego i Janiny Żubrydów.
Ciekawe w całej historii Żubryda jest to, że wybrano wersję skrytobójczą - prawdopodobnie władze nie chciały "okazji" do udokumentowania działalności całej grupy w procesie sądowym. Najpierw rozpowszechniano plotki o buncie w oddziale, jakoby Żubryd karał żołnierzy chłostą, odbierał żołd
i za to zginął On i Jego żona. Po kilku latach wyszło na jaw, że był to sukces operacyjny ówczesnego dyrektora WUBP w Rzeszowie - Władysława Pożogi, późniejszego wiceministra MSW oraz ambasadora w Bułgarii. To on wysłał Vaulina z zadaniem likwidacji lub podprowadzenia do likwidacji przez wojsko lub MO. 

IPN doprowadził do wszczęcia działań procesowych przeciwko Vaulinowi, który bronił się, że zabił w obronie własnej i nie poczuwał się do winy, nawet zabójstwa żony Żubryda, która "niepotrzebnie lazła za mężem" (to cytat z akt procesowych). Warto jeszcze wspomnieć, że Janina Żubryd, w chwili swojej śmierci była w 8 miesiącu ciąży. A poniżej jej zdjęcie:
Mam do ich postaci pewien sentyment, Otóż obydwoje zginęli we wsi, skąd pochodzą moi rodzice, a gdzie przez wiele lat spędzałem wakacje. Pamiętam, jak wędrując na spacery albo jadąc do pracy w polu rodzice pokazywali mi, że "gdzieś tu zginął Żubryd". To rozpoczęło sprawdzanie, kim On był
i jak zginął. Mogę powiedzieć, że był pierwszym żołnierzem wyklętym, którego poznałem. Potem powstał pomnik na rozstaju dróg. Krzyż niezwykły - bo Chrystus, który na nim wisi, jest bez twarzy. 
Do poczytania!