26 marca 2025

Robotnicza - Szyperki

Tak totalnie szczerze, fascynuje mnie XIX wiek. Okres gwałtownego rozwoju przemysłu, dzikiego kapitalizmu, wybuch nacjonalizmów, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej. Bo wiadomo, licząc właściwie, to XIX wiek zakończył się w 1901 r., ale mentalnie, to właśnie dopiero wspomniany konflikt otwarł kolejny wiek. 
Co jeszcze jest fascynujące? Sprawy społeczne. Bo z jednej strony mamy wyzysk pracownika, dzień pracy po 12 godzin, brak jakiegokolwiek zabezpieczenia rentowo- emerytalnego, z drugiej strony powstające kolonie robotnicze - całe osiedla, gdzie mieszkali pracownicy, gdzie dzieci chodziły do szkoły, były sklepy, kościoły itd. Takie kolonie kojarzą nam się bardziej ze Śląskiem czy z Łodzią. Ale nie tylko tam dbano o wszelakie potrzeby pracowników.


W północnej części województwa podkarpackiego, w powiecie niżańskim, w gminie Jarocin jest sobie wieś Szyperki. W historii miejscowości najbardziej zapisał się dzień 10 lipca 1943 r., gdy Niemcy spacyfikowali wieś paląc 15 budynków, zabijając 5 osób a kolejne 10 wywożąc do obozu koncentracyjnego w Budzyniu pod Kraśnikiem. 


We wsi znajduje się kaplica p.w. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, pierwotnie wybudowana w 1875 r. jako cerkiew grekokatolicka dla Rusinów, zatrudnionych przy wyrębie i spławie drewna, oraz przy pracach pochodnych, tj. wyrób dziegciu. Fundatorem był ziemianin o nazwisku Pokrowski. Była to cerkiew filialna dla parafii św. Onufrego w Dąbrówce. 


Sama budowla jest niewielka, składa się z nawy i przedsionka konstrukcji zrębowej, prezbiterium zamknięte trójbocznie. Całość oszalowana pionowymi deskami. Obie części kryte prostymi, jednokalenicowymi dachami. Nad nawą wieżyczka na sygnaturkę, na której znajduje się krzyż. W sumie można powiedzieć, że jest to budowla bezstylowa - tak naprawdę, ktoś, kto nie znałby historii lokalnej, nie zauważyłby, że to kiedyś była cerkiew. Bo gdy zabrakło Grekokatolików, cerkiew stała się kaplicą dojazdową dla parafii w Jarocinie i właśnie tak wygląda - jak mały wiejski kościółek.

Do poczytania!

22 marca 2025

Pomnik nosiciela książek - Krejwiany

Odwiedzając różne części naszej pięknej Polski, możemy napotkać świadectwa mniejszości narodowych. Jednym z takich najłatwiej zauważalnych są podwójne nazwy miejscowości, stosowane od 2005 r. w miejscach, gdzie żyje przynajmniej 50 % mieszkańców, posługujących się danym językiem. Na Kaszubach możemy zobaczyć nazwy w języku kaszubskim, na Śląsku Opolskim w języku niemieckim. Ale kto wie, że na Suwalszczyźnie mamy nazwy w języku litewskim? Wokół Puńska znajduje się 30 wsi i osad, w których mieszka mniejszość litewska.  


Myślę, że każdy z czytelników zna historyczne zależności między Polską a Litwą, wspólnotę narodów zapoczątkowaną od małżeństwa Jadwigi Andegaweńskiej i Władysława Jagiełły, przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Mimo wszystko zdarzały się też tarcia, żeby tylko wspomnieć marsz Żeligowskiego na Wilno w 1920 r. To też doprowadziło do konfliktów granicznych i problemów z uregulowaniem relacji międzypaństwowych. 


Ale cofnijmy się do XIX wieku i czasów powstania styczniowego, w którym też na wielką skalę udział wzięli Litwini. Po klęsce tego zrywu, represje dotknęły nie tylko Polaków - zlikwidowano autonomię, czego znakiem była zmiana nazwy Królestwa Polskiego na kraj Przywiślański, nałożono kontrybucję, odbierano majątki, zsyłano na Sybir, zintensyfikowano rusyfikację. Podobne kary nałożono też na Litwinów, ze szczególnym naciskiem na likwidację języka i kultury litewskiej. Litwinom zakazano drukować książek w swoim języku alfabetem łacińskim, wszystkie wydawnictwa miały być wydawane grażdżanką (alfabetem rosyjskim). Zakazano także przywożenia książek z zagranicy. Upowszechnienie cyrylicy miało odciąć Litwinów od cywilizacji Zachodnioeuropejskiej. 
Wprowadzony zakaz omijano drukując zakazane książki na terenie Prus Wschodnich - zwłaszcza w Tylży i w Królewcu, a następnie przemycano je przez granicę. Zadaniem tym zajmowali się nosiciele książek, nazywani też przemytnikami książek.


Jednym z nosicieli książek był Paweł Matulewicz (Povilas Matulevičius). Urodził się prawdopodobnie w 1840 r., w Poluńcach, wraz z żoną Katarzyną zamieszkał w Krejwianach, gdzie zajmował się kamieniarstwem. W kościele w nieodległym Puńsku nożna zobaczyć wykonaną przez niego kropielnicę i schody. Ale jego innym zadaniem było przenoszenie przez granicę książek, co robił często uciekając przez żandarmami. Druki te później kolportowano w Puńsku i okolicach. Nosicielowi książek udało się przetrwać czasy zaborów, zmarł w 1929 r. 


Wysiłek nosicieli książek jest doceniony na Litwie - obchodzi się tam Dzień Kolportera Książek (16 marca), w Kownie znajduje się pomnik anonimowego nosiciela książek. A Paweł Matulewicz doczekał się pomnika w swojej wsi. Granitowy głaz liczący 2,8 m wysokości i około 1,5 m szerokości z metalową płytą z inskrypcją, która przetłumaczona na polski brzmi: "Ludowemu działaczowi oświaty, nosicielowi książek Pawłowi Matulewiczowi (lit. Pavilui Matulevičiui) - 1840-1929 wdzięczni rodacy. Krejwiany - "Sudova" (nazwa zespołu ludowego) 1956". Obok tablicy wyryte są słupy Giedymina - historyczny herb Litwy. Pod tablicą znajduje się niewielki krzyżyk wpisany w okrąg. Pomnik ocieniają 3 dęby, zasadzone w 1989 r. w setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Litwę. 


Do poczytania!