Założę się, że już to wspominałem, ale kocham nazwy polskich miejscowości. Czasami są tak dziwne i odklejone, że aż człowiek się zachwyca. No bo jak tu nie zwolnić, jadąc od Kańczugi do Pruchnika widząc tablicę "Rozbórz Długi". A jak już widzisz drogowskaz Rozbórz Okrągły i wystającą wieżę wyglądającą na wieżę starego kościoła lub cerkwi? To będąc mną musisz tam skręcić.
Pierwsze wzmianki o Rozborzu pochodzą z 1356 roku i są związane z bojarem Jaczkiem Słoneczkiem, protoplastą rodów Pruchnickich i Rozborskich. Posiadał On dwie miejscowości - Uherce, które stały się Pruchnikiem i Rozbórz, starą siedzibę rodową. Na północnej jego części powstał dzisiejszy Rozbórz Długi, południowa, w kształcie owalnym stała się dzisiejszym Rozborzem Okrągłym. Rejestry poborowe świadczą, że we wsi już w 1507 r. znajdowała się drewniana cerkiew, choć prawdopodobnie była dużo wcześniej. O mieszanym charakterze mieszkańców Rozborza poświadcza chociażby zeznanie podstolego przemyskiego, Jana Pieniążka, który w 1592 r. stwierdzał, że wieś zamieszkują częściowo katolicy łacińscy, a częściowo prawosławni.
Obecna świątynia została wybudowana w bardzo prostym stylu w latach 1802 -1804. To budowla murowana, z przyporami po bokach nawy i prezbiterium. Samo prezbiterium zamknięte jest trójbocznie, z zakrystią od zachodu. Dach jednokalenicowy, kryty blachą.
W 1833 r. dobudowano babiniec z wieżą na planie kwadratu, która początkowo została zwieńczona banią, a po przejęciu przez kościół rzymskokatolicki zmieniono zwieńczenie na iglicę z miejscem na sygnaturkę.
Po stronie zachodniej, za prezbiterium znajduję się ciekawy krzyż nagrobny w kształcie krzyża maltańskiego, na którym znajduje się napis w języku polskim, informujący, że ksiądz Jan de Dobra Bryliński przebywał na miejscowej parafii 46 lat i zmarł w 1824 r.
Ciekawe informacje o przejściu miejscowej parafii pod jurysdykcję rzymskokatolicką znajdujemy w książce bp Białogłowskiego i ks. Zycha Dobre drzewo rodzi dobre owoce... Zarys dziejów parafii rzymskokatolickiej w Rozborzu Okrągłym:
Jednym z najbardziej drastycznych i nieprzyjemnych epizodów z okresu posługi ks. Mateusza Chomonia było wzywanie wiernych do rzezi Polaków w roku 1943. Stanowisko takie zajął m.in. na ambonie w dzień Zielonych Świątek. Podobnie w czerwcu tegoż roku dał sygnał do mordów biciem dzwonów cerkiewnych. Na szczęście akcja ta nie została podjęta przez parafian, a nawet zraziła ich do osoby duszpasterza.
A także:
Proboszcz grekokatolicki nie pozostawił po sobie dobrej opinii wśród osób, nad którymi miał roztaczać troskę duchową. Na początku 1945 roku przedstawiciele lokalnej społeczności pisali do łacińskiej kurii biskupiej w Przemyślu: „W sierpniu 1944 r. paroch miejscowy, ks. Chomoń Matwij, wyjechał w nieznanym kierunku i parafia została bez pasterza. (…) Wszyscy grekokatolicy, nawet ci, którzy uważali się za Ukraińców, złorzeczą teraz parochowi, który miast głosić słowo Boże, zrobił z cerkwi przybytek polityki, siał nienawiść między spokrewnionymi mieszkańcami i doprowadził swych parafian na brzeg przepaści. Przez to wszyscy grekokatolicy stracili zaufanie zupełnie do swych duszpasterzy, którzy zostawili ich na łasce losu i proszą Polaków usilnie, by starali się o polskiego księdza, który by potrafił swym taktownym postępowaniem usunąć rozdźwięk między ludźmi.
Do poczytania!